Skip to main content

Słowo ważniejsze niż podpis? To powiedz to komornikowi

W interesach słowo jest ważniejsze niż podpis. To częste sformułowanie. Dziś jednak historia, która pokazuje coś zupełnie innego.

Ewa i Lucyna. Dwie znajome, które łączyła szorstka przyjaźń i wspólne interesy. Ewa prowadziła małą piekarnię, Lucyna osiedlowy sklepik, w którym sprzedawała pieczywo z piekarni Ewy. Współpraca kształtowała się raczej dobrze. Raczej, gdyż zdarzały się pewne tarcia w biznesie. Czasem jedna z pań nie zapłaciła w terminie, czasem druga spóźniła się z dostawą pieczywa. Te konflikty panie zawsze załatwiały między sobą i mimo tego, że podobne sytuacje zdarzały się całkiem często, to współpraca trwała, bo ostatecznie im się to opłacało.

Załamanie w biznesie przyszło razem z załamaniem pogody. Ulewna burza spowodowała, że rury odprowadzające deszczówkę nie wytrzymały i pękły, zalewając wnętrze sklepiku pani Lucyny. Parkiet do wymiany, ściany do odmalowania. Jakby tego było, mało w lokalu od wilgoci pojawił się grzyb. Krótko mówiąc – potrzebny jest generalny remont. Remont takich uszkodzeń jest dość kosztowny i przekracza możliwości finansowe sprzedawczyni. Pani Lucyna nie chce zamykać sklepu, z drugiej jednak strony nie może prowadzić działalności w takich warunkach. Do banku nie ma zamiaru iść, bo odstraszają ją odsetki od kredytu. Postanawia się dogadać z panią Ewą, a konkretnie by w tym miesiącu zamówić u niej pieczywo „na krechę”. Pani Ewa niechętnie podchodzi do takiego pomysłu, bo to ryzyko. Między paniami wielokrotnie dochodziło do tarć na tle finansowym, ale ostatecznie zawsze dochodziły do porozumienia – mało tego, handlowały przecież od dawna. Ostatecznie panie Ewa zgodziła się na to, by koleżanka zapłaciła za zamówienie po miesiącu – ale uwaga – pod warunkiem, że pani Lucyna podpiszę jej weksel jako zabezpieczenie. Niechętnie, ale ostatecznie pani Lucyna się zgodziła.

Weksel był tylko czystą kartką papieru, na której pani Lucyna złożyła swój podpis. Przekonała ją argumentacja koleżanki, że nie ma co tego uzupełniać, skoro i tak zapłaci za towar. Kwota zamówienia była standardowa 900 zł i nie powinna być problemem. Panie po raz kolejny dobiły targu.

Pani Lucyna zrobiła remont, zredukowała wydatki i po miesiącu miał pieniądze na spłatę długu u koleżanki. Było ciężko, ale się udało. Pod koniec miesiąca odwiedziła koleżankę, by spłacić dług i złożyć kolejne zamówienie. Jakież było jej zdziwienie, gdy pani Ewa zażądała od niej kwoty 3000 zł!!! Na potwierdzenie tego, okazała wypełniony weksel na tą kwotę, z podpisem pani Lucyny. Zaczeły się kłotnie, wzajemne wyzwiska i wielki płacz. Pani Ewa mówi, że nie pamięta, by się inaczej umawiały, że kartka nie była pusta, że koleżanka widziała, co podpisuje – domaga się zapłaty i straszy komornikiem. Co może zrobić pani Lucyna? – niestety niewiele.

Podpis jest autentyczny i należy do pani Lucyny. W przypadku tzw. weksli in blanco powinna być sporządzona deklaracja wekslowa, czyli umowa jak weksel będzie uzupełniony. Taka deklaracja rozwiewałaby wszystkie wątpliwości. W tym przypadku takiej deklaracji nie ma, pani Lucyna podpisała „w ciemno” pustą kartkę bez możliwości kontroli tego, co się z nią dalej stanie. Uzupełnienie później tej pustej kartki przez panią Ewę wedle własnego uznania jest wiążące. Weksel jest ważny i pani Lucyna chcąc czy też nie, musi zapłacić te 3000 zł. Nie ulega wątpliwości, że „koleżanka” ją oszukała. Jednak pokrzywdzona nie ma możliwości wykazać tego przed sądem. Nie ma umowy, nie ma świadków – nic na potwierdzenie jej słów.

„Była naiwna, teraz zapłaci” – myśli zapewne wielu czytelników tego tekstu. Mają trochę racji, ale podobnych sytuacji jest mnóstwo. W interesach między przedsiębiorcami, zwłaszcza drobnymi, takie zabezpieczanie wierzytelności jest równie częste, co oszustwa temu towarzyszące. Bardzo często deklaracje wekslowe sporządzane są tylko w jednej kopii dla wierzyciela, która potem się gubi, często nie ma jej wcale. Niby wszystko jest w porządku, do czasu, gdy przychodzi wezwanie do zapłaty z kopią wypełnionego weksla. „Jak to się mogło stać?!” – myślą dłużnicy – „przecież słowo w biznesie ważniejsze niż podpis”. Słowa należy dotrzymywać, ale lepiej by było to słowo pisane. Jeśli obdarzyłeś kogoś zbyt dużym zaufaniem – to twoja strata dłużniku – płacz i płać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *